Dokładniej urzędnicy. Otóż niektórzy nazywają tą gminę turystyczną czy tam rekreacyjną, zwał jak zwał. Pytam się dlaczego wszystkie walory turystyczne są w stanie krytycznym zagrażającym zdrowie przyjezdnym? Z tego co mi wiadomo miejscowości/gminy turystyczne przykładają dużą rolę w utrzymaniu atrakcji przyciągających do danego miejsca. Niestety pracownicy tej gminy robią wszystko na odwrót. Czytam na łamach „Przełomu” jak działkowicze toczą bój o swe ziemie. Dla niewtajemniczonych wyjaśnię pokrótce o co chodzi. Mianowicie tereny znajdujące się między Dworcem PKP w Krzeszowicach a drogą krajową numer 79. Obecnie na tym konkretnym terenie znajdują się ogródki działkowe a gmina upatrzyła sobie ten teren pod zabudowę nowoczesnego centrum. Oczywiście miejscówka niezła, tylko jest jedno ALE, działkowicze, którzy nie chcą opuścić starego miejsca i przenieść się na nowe, oddalone o 3.5 km. Prawie większość użytkowników tych ziem nie wyraża zgody na opuszczenie działek i w ten o to sposób zaczęła się wojna z działkowiczami. Poniekąd nie dziwie się tym ludziom, jednak to nie moja sprawa, ale nie lepiej zająć się czymś co istnieje? Zanim gmina upora się z tymi osobami i wybuduje to cudowne centrum biznesowe to dla niektórych obiektów turystycznych może być już za późno. Przejdźmy do faktów. Jako pierwszy problem opiszę tu Zamek Tęczyn, który jest w tragicznym stanie na dzień dzisiejszy. Po II wojnie światowej przeszedł w ręce skarbu Państwa a Gmina Krzeszowice ma się nim „opiekować”. Zobaczcie na zdjęciach w jaki sposób to robi:

Obecnie trochę ubyło tych śmieci, jest to efekt nie sprzątania a zarośnięcia trawami i samosiejkami. Od pewnego czasu rodzina Potockich, której został on odebrany upomina się o zwrot swoich włości, m.in. właśnie zamku. Tym właśnie też gmina tłumaczy brak działań ze swojej strony, że nie mogą tego wydzierżawić, że nie mają pieniędzy etc. Zostawmy sprawę własności a zajmijmy się tematem pieniędzy. Otóż gmina może nie mieć pieniędzy i również może nie chcieć wydawać na coś, co może stracić (Sąd orzeknie, że zamek powraca do Potockich),jest to jak najbardziej zrozumiałe. Jednak nie rozumiem jednej rzeczy dlaczego nie stara się o pieniądze od Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego lub z Urzędu Marszałkowskiego. Na stronie www.ratujtenczyn.org.pl można znaleźć oficjalne pismo z urzędu potwierdzające brak żadnych starań o środki pieniężne na zabezpieczenie zamku. Od ministerstwa też się nie starali. Gmina tłumaczy się też, że na zamku bywały kiedyś prace konserwatorskie, nawet w tym roku zmieniono dach na wieży Nawojowej za 25 tysięcy, szkoda tylko, że ten bezcenny dach spadł po krótkim okresie czasu a po pracownikach nikt nie raczył posprzątać. Ciekawe czy jakby taki syf firma budowlana zostawiła na podwórku, któregoś z urzędników, też nie zostałoby to posprzątane? Na pewno nie! Kolejną rzeczą jest sprzątanie zamku. Grupa miłośników tego obiektu wyraziła chęć posprzątania go i usunięcia samosiejek. Zorganizowali się, wysłali pismo do urzędu, prosząc o zgodę i nadzór nad pracami, ale NIE! Pewnie jakiś urzędniczek pobrudziłby sobie garniturek! Ja rozumiem, że nikt tam nie może sam wejść i robić co mu się podoba, ale chyba z kimś kto by te prace nadzorował to już tak? Straż pożarna posprzątała tam 4 lipca, przy okazji ćwiczeń. Niegdyś tętniący życiem zamek, nazywany „Małym Wawelem”, został miejscem do ćwiczeń straży pożarnej. Budujący ten zamek, chyba nie spodziewali się takiego finału a będzie już tylko gorzej. Nigdy tu też nie zostały przeprowadzone, żadne prace archeologiczne, więc nawet nie wiemy jakie skarby kryją się pod ziemią…
Następnym przykładem jest staw Wroński w Tenczynku. Może nie cieszył on się dobrą sławą, ale od pewnego czasu znalazło się kilka osób mających pomysł za zagospodarowanie tego terenu Otóż zarybiono go i stał się miejscem, które w przyszłości przy dobrym zarządzaniu byłoby kolejną atrakcją gminy. Zaczęło się nim zajmować Koło Wędkarskie z Tenczynka i znów nie gmina! W kwietniu zauważono, że ze stawu zaczęła wyciekać woda. Zainterweniowano. Urzędasy przyjechały, posprawdzały i nic nie zrobiły. Dziwi to kogoś? Mnie nie. Kolejny raz znaleźli się chętni aby załatać dziurę i naprawić wszystko. Niestety nie dostali zgody i zaczęła się walka o ryby. Jak podaje Przełom, około 200 kilogramów ryb pokradli ludzie. Wszędzie trzeba się użerać nie dość, że z urzędnikami to jeszcze z hołotą. Ręce opadają.
